Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Kilka uwag o pracy z uczniem o zaburzonym zachowaniu. Cz. II

Kilka uwag o pracy z uczniem o zaburzonym zachowaniu. Cz. II

  • Autor
    Wpisy
  • #324
    jacol
    jacol
    Participant

    CZ I tu:https://forum.jacekkielin.pl/forums/topic/kilka-uwag-o-pracy-z-uczniem-o-zaburzonym-zachowaniu/

    Skoro kary ( w tym przede wszystkim dezaprobata), umoralniające rozmowy wychowawcze i zwiększanie kontroli nie działają, to co działa? Jakie narzędzia wychowawcze są skuteczne?

    Najbardziej prostą receptą, jest chwalenie i zauważanie pozytywnego zachowania dzieci sprawiających problemy wychowawcze. Zasada „im gorszego masz łobuza, tym częściej go chwal, kiedy jest grzeczny” jest skuteczna! Takie postępowanie wydaje się wielu nielogiczne, bo wpojone mamy inne wzorce postępowania. To uczniów właściwie postępujących odruchowo chwalimy, ale żeby chwalić tych postępujących karygodnie? Jako rodzic gimnazjalnego dziecka brałem udział w wywiadówce, w której kilku chłopców, którzy mocno nabroili w szkolnej szatni, stało przy tablicy, a rodzice zebrani na wywiadówce przez pół godziny słownie ich linczowali. Na sali siedzieli i oczywiście się temu przyglądali rodzice owych łobuzów. Jako pierwsza zaczęła lincz pani wychowawczyni, a potem ochoczo przyłączyli się prawie wszyscy obecni na zebraniu rodzice. Prawie każdy czuł się zobowiązany podniesionym głosem lub krzykiem wyrazić swoje głębokie oburzenie postępowaniem chłopców. Rodzice wdeptali tych młodych ludzi w ziemię. Taką mamy kulturę i prawie nikogo to nie szokuje. Zło przecież trzeba piętnować! Chętnych do piętnowania źle postępujących nie brakuje. Wystarczy poczytać wpisy czytelników portali internetowych na których opisywane są występki kryminalne. Fala hejtu jaka pojawia się pod takimi artykułami jest niesamowita. Nienawistne komentarze dotykają również sprawców wypadków drogowych, czy rodziców, którzy niedopilnowani swoich dzieci.
    Tak nasze społeczeństwo traktuje tych, którzy bardziej lub mniej zawinili. W takim świecie, jakże trudne jest do zrozumienia, że tego typu działania czynią gorszymi i piętnowanych winowajców i piętnujących sprawiedliwych. Uważam, że pierwszymi, którzy powinni to zrozumieć są nauczyciele! Prawidłowe postępowanie z gimnazjalistami o których wspomniałem powyżej, mogłoby wyglądać w ten sposób, że przez pół godziny, pani wychowawczyni przy rodzicach, przypominałaby im ile dobra w życiu uczynili. Można by było także zachęcić rodziców i uczniów do przypomnienia sobie sytuacji w których zauważyli dobro w zachowaniu niewłaściwie zachowujących się uczniów. Nie chodzi, o negowanie zła. To co zrobili było niewłaściwe z każdego punktu widzenia. Chodzi o to, aby pomóc im dostrzec w sobie dobro. Od razu dodam, że nie jest potrzebne domaganie się od źle postępujących uczniów np. uznania swojej winy i wyrażenia skruchy . Nie jest także konieczne domaganie się przeproszenia tych, których złe postępowanie dotknęło. Nagroda działa automatycznie, poza świadomością i wywołuje w nagradzanym wewnętrzny przymus powtarzania zachowań przynoszących gratyfikację – a więc zachowań prawidłowych.

    Wyrażanie skruchy, przeproszenie pokrzywdzonego i zadośćuczynienie wykonane pod przymusem nie mają żadnego znaczenia wychowawczego. Cóż warte są takie przeprosiny?

    Osobną kwestią jest jak wesprzeć dzieci, które zostały pokrzywdzone, ale to zupełnie inne zagadnienie. Na pewno powinny mieć prawo do wypowiedzenia, także wobec sprawców, jak się czuły – co zapewne miałoby duży walor wychowawczy.

    Dobrą praktyką pedagogiczną, zgodną z omawianą tutaj regułą chwalenia, byłoby na przykład regularne docenianie nieznośnie zachowującej się klasy, za to co robią dobrze, np. co trzy minuty. Na początku problemem, dla niewprawnego nauczyciela, może być znalezienie sytuacji i zachowań godnych pochwały, ale to tylko kwestia zmiany optyki. Zamiast dostrzegania zła, należy zacząć dostrzegać dobro i na nie reagować.
    Myślę, że w tym kontekście warto przypomnieć zasadę o której zapewne wielu z nas słyszało, że piętnować należy zło, a nie niszczyć człowieka, który je wyrządza (potępiać należy grzech a nie grzesznika). To rozróżnienie może się wydawać dość niejasne i abstrakcyjnie. Ale mogę podać dobry przykład takiego postępowania. Wszyscy zapewne słyszeliśmy o Andersie Breiviku, który zamordował 77 osób i 125 ranił (w tym 55 ciężko). Na początku sądowego procesu Breivika prokurator, który go oskarżał, podszedł do niego i podał mu rękę. W Polsce ten gest spotkał się z całkowitym niezrozumieniem. Prokurator w straszliwym mordercy nadal widział człowieka, któremu może uścisnąć rękę! To przykład skrajny, ale bardzo wyrazisty. Ilu młodych ludzi ma poczucie, że dorośli nadal chcą uścisnąć im rękę, gdy robią coś złego? Aby odciąć się od czynu, wystarczy przecież powiedzieć, że nam się on nie podoba. Ale dlaczego odcinać się przy okazji od człowieka, który wyrządził jakieś zło? To jest właśnie ten moment, w którym trzeba mu podać rękę, żeby się mógł podnieść. Zły czyn to moralny upadek. Po co kopać leżącego? Co to zmieni? Musimy zapytać sami siebie, czy chodzi nam o jakąkolwiek zmianę czy o rozładowanie własnych złych emocji? Jeżeli chcemy uczynić świat lepszym, konieczne jest nauczenie się podawania ręki temu, który źle zrobił i szanowania jego godności, która nie jest przecież zależna od jakichkolwiek zachowań.

    Zauważenie i doceniania pozytywnych zachowań nie jest oczywiście jedynym skutecznym sposobem postępowania. Sądzę nawet, że są pomysły dużo bardziej skuteczne. Nie wiem, czy pedagodzy są świadomi faktu, że nauczyciel, taki jakiego wszyscy znamy z autopsji, jest najgorszym modelem relacji społecznych. Nikt nie chciałby mieć za znajomych, kolegów, przyjaciół – osób zachowujących się wobec nas jak nauczyciele – pouczających, korygujących, oceniających. Postawa nauczyciela, jest dobrym przykładem tego jak nie należy traktować innych ludzi! Traktowanie innych z góry, jest naturalnym w społecznym odbiorze, sposobem funkcjonowania w zawodzie nauczyciela. Wielu nauczycieli, nie umiałoby odnaleźć się w relacji z uczniami w sytuacji w której nie mogliby wydawać poleceń, odpytywać i oceniać (chociażby słowem „super”)!
    Wielu nauczycieli nie umie rozmawiać z dziećmi inaczej niż z pozycji sierżanta. Czasem wprost uważają, że nauczyciel jest od mówienia, a dziecko od słuchania. Nauczyciel wyznacza zasady i normy, a dziecko się do nich dostosowuje. Nauczyciel wie co jest dobre i prawidłowe, a co nie.

    Dodatkowo, nasza polska kultura organizacyjna jest tzw. kulturą folwarczną. Jako wiejski i przez wieki zacofany kraj, odziedziczyliśmy wzory relacji wprost z XVI w. Nauczyciel to taki pan, który mówi co i jak należy robić. Jak ma dobry dzień to pochwali, jak fatalny, to nakrzyczy i zgani. Taka jego rola. Rolą ucznia w szkole tak samo jak rolą pańszczyźnianego chłopa jest przetrwać. Zazwyczaj, taki wzorzec zarządzania dotyczy samych nauczycieli, którzy muszą przetrzymać swoich zwierzchników, a ci kolejnych. Kultura podporządkowania i przetrwania dotyczy więc i uczniów i nauczycieli. Nie ma ona nic wspólnego z kreatywnością, współodpowiedzialnością, wymianą poglądów, szanowaniem różnic i docenianiem odrębności. Nie jest to kultura służąca dogadywaniu się i wymianie myśli. Miałem kiedyś okazję rozmawiać z nauczycielem z Wielkiej Brytanii. W pewnym momencie, słysząc to co mówi, oświadczyłem, że się z nim nie zgadzam. Jego reakcja była taka: „O, to ciekawe! Powiedz mi coś o tym!”. Ilu polskich nauczycieli zareaguje na inne zdanie zaciekawieniem, a nie obronnie poczuciem zagrożenia? Miałem znajomych, którzy studiowali na renomowanych zachodnich uczelniach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że można tam było dostać najwyższą notę za pracę pisemną w której krytykowało się tezy profesora oceniającego tę pracę. Czy w Polsce jest to możliwe?

    Najskuteczniejszą metodą redukcji zachowań niepożądanych uważam rozmowę z dzieckiem, w której nauczyciel przyjmuję rolę aktywnego nieoceniającego słuchacza! O czym ma być ta rozmowa? Temat powinien określić sam uczeń! O pogodzie, modzie, piłce nożnej, muzyce, o czymkolwiek o czym chce się wypowiedzieć młody człowiek. Inne tematy poruszy małe dziecko, a inne nastolatek. Nauczycielu, posłuchaj. Dasz tym samym odczuć, że uczeń jest dla ciebie ważny. Nie ma skuteczniejszej metody budowania u dziecka poczucia własnej wartości jak słuchanie. Dlatego słuchanie jest niezwykłym darem jaki może dać nauczyciel uczniowi. Dużo większym niż najmądrzejsze nauki i umiejętności, które wcale nie dają uczniowi poczucia własnej wartości. Ucząc dzieci, co najwyżej wyposażamy ich w wiarę we własne umiejętności, że dadzą sobie radę w różnych sytuacjach. Poczucie własnej wartości jest niezależne od naszych umiejętności, dokonań, sprawności fizycznej i intelektualnej, od osiągnięć. Wszyscy znamy przykłady ludzi, którzy wiele osiągnęli w życiu, wykazali się niezwykłymi umiejętnościami i ciągle boją się, że jak podwinie im się noga, to okażą się nikim. Poczucie własnej wartości jest nam potrzebne właśnie wtedy, gdy zajmiemy ostatnie miejsce, gdy potniemy się w życiu, gdy zrobimy coś złego lub źle. Wtedy właśnie potrzebne jest nam to poczucie, podstawowe poczucie godności własnej, które pozwali nam się podnieść. Słuchając nieoceniająco i z zainteresowaniem innego człowieka dajemy mu odczuć jego znaczenie i wartość. Słuchanie innych buduje relacje i więź, które są niezbędne we wszystkich procesach wychowawczych.

    Jak zagadnąć ucznia, żeby wyszło to naturalnie? Problemem jest naturalność nauczycieli. Czy mamy w sobie naturalną ciekawość ludzi, których kształcimy? Czy interesujemy się tym co mają do powiedzenia?
    Niebyt zręczną wydaje się sytuacja, w której nauczyciel wychodzi z inicjatywą chęci porozmawiania z dzieckiem. Taka sytuacja źle się uczniom kojarzy. Dorośli, a zwłaszcza nauczyciele, bardzo dużo wysiłku wkładają w to, aby to uczniowie ich słuchali. Uczeń, który słucha nauczyciela, tzn reaguje prawidłowo, potwierdza pedagogowi jego kompetencje. Uczniowie na mnie reagują, więc jestem skutecznym i kompetentnym nauczycielem. To musi cieszyć! Rozmowa która próbuję opisać nie ma jednak cieszyć nauczyciela, ale ucznia! To nauczyciel ma reagować prawidłowo na dziecko! Im więcej przebywamy z dziećmi w sytuacjach pozalekcyjnych, tym więcej mamy okazji do zauważenia ucznia! Nauczanie, to przynajmniej w równym stopniu słuchanie jak mówienie. Słuchanie uczniów, uważne, z ciekawością i zainteresowaniem – to najbardziej skuteczna droga do budowania relacji wzajemnej życzliwości

    Rozmowa z uczniem sprawiającym problemy, musi odbywać się zgodnie z pewnym kluczem.
    Cdn.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.