Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Rodzice w szkole – warsztat Małgorzaty Taraszkiewicz

Rodzice w szkole – warsztat Małgorzaty Taraszkiewicz

  • Autor
    Wpisy
  • #254
    jacol
    jacol
    Participant

    Obejrzałem sobie na youtube kawałek warsztatu prowadzonego przez znaną psycholog edukacyjną, neurometodyka, eksperta ds. analityki edukacyjnej (diagnozy strategii uczenia się dzieci i dorosłych) MAŁGORZTĘ TARASZKIEWICZ.

    Niestety na filmie nie zmieścił się cały warsztat. Film kończy się jak najlepszy serial kryminalny w najciekawszym momencie, gdy już mamy dowiedzieć się kto zabił.
    Osią szkolenia jest próba opisania strategii rozwiazywania konfliktów na osi nauczyciele-rodzice. Zaproponowany model wymagał zebrania wzajemnych roszczeń nauczycieli i rodziców. Czego oczekują nauczyciele od rodziców? Czego rodzice od nauczycieli? Pani Małgorzata podała zebrane od zainteresowanych stron oczekiwania:
    Nauczyciele:
    – żeby rodzice pomagali swoim dzieciom odrabiać lekcje,
    – żeby poszli ze swoim problemowym dzieckiem do specjalistów,
    – żeby się wzięli za swoje dziecko,
    – żeby pilnowali, aby dziecko się uczyło,
    – żeby przestali być roszczeniowi,

    Rodzice:
    – żebym nie był zmuszany do ciągłego uczenia się ze swoim dzieckiem – ja już do szkoły chodziłem,
    – mogę wspierać naukę dziecka, ale nie chce mi się siedzieć nad zadaniami,
    – czy ja jestem supernauczycielem i mam umieć uczyć wszystkie przedmioty?
    – nie mamy czasu na życie rodzinne,
    – nie umiem pomagać,
    – nauczycielom za to płacą to ich praca,
    – wychowywałem dziecko przez tyle lat, a teraz mam słuchać reprymend?

    Film kończy cię pytaniem do kursantów: Jaka potrzeba stoi za żądaniami nauczycieli? Jaka za żądaniami rodziców?
    Nie uzyskujemy odpowiedzi na to pytanie w filmie.

    Dla mnie i rodzice i nauczyciele potrzebują i walczą o poczucie własnej wartości. Nauczyciel chciałby mieć efekty jako nauczyciel, a rodzic efekty jako rodzic. Nauczyciel chciałby mieć poczucie, ze jest dobrym nauczycielem, a rodzic, ze jest dobrym rodzicem.

    Moim zdaniem – tego uczę nauczycieli szkolnictwa specjalnego – jeżeli będą oni potrafili rodzicom dać radosne poczucie, że mogą być dla swoich dzieci dobrymi rodzicami, to i rodzice docenią ich jako dobrych nauczycieli. Często tłumaczę nauczycielom, że spotkanie z rodzicem nie polega na tym, żeby to oni na tym spotkaniu błyszczeli, ale, żeby błyszczeli rodzice. To nie jest tak, że nauczyciel jest na scenie, a rodzice są publicznością, która ma go oklaskiwać. Jest dokładnie odwrotnie – to rodzice są na scenie, a nauczyciel jest publicznością, która musi umieć dostrzec rzeczywiste dobre rzeczy jakie robią oni dla swoich dzieci.

    Spotkanie z rodzicem powinno się kończyć przypięciem rodzicowi orderu za bycie dobrym rodzicem. 🙂
    Im mniej zaradny jest rodzic, tym więcej orderów powinien dostawać od nauczyciela swojego dziecka. Oczywiście nie za darmo. 🙂
    Ale to dość długa historia. Jak ktoś chce przedyskutować, to jestem do usług.

    #255
    jacol
    jacol
    Participant

    A więc walka o szacunek? 🙂
    To nie wróży dobrze. Przykładowo w naszym politycznym polskim piekiełku obie strony walczą o szacunek dla siebie. Wcale dobrze to nie wróży.
    Jak nauczyciele mogą zdobyć szacunek rodziców?
    Moim zdaniem poprzez dobre nauczanie ich dzieci w którym okazywać będą dzieciom szacunek. Zresztą czy może być dobre i skuteczne nauczanie bez okazywania szacunku dziecku?
    No i żeby nauczyciele wystrzegali się wytykania na różne sposoby rodzicom braku kompetencji rodzicielskich. Nauczyciele tak maja w głowach poukładane, ze wydaje im się, ze są kompetentni jeśli wykażą czarno na białym rodzicom, ze nie są najlepszymi rodzicami. Taka rola zawodowa nauczyciela – wytykać błędy błądzącym. Ten styl postepowania jest w środowisku pedagogicznym dość powszechny. Krytykowanie uczniów, że się nie uczą jest rozumiane jako forma mobilizowania ich do nauki. Krytykując ucznia nie sprawi się, ze będzie lepszym uczniem. Krytykując rodzica nie sprawi się, ze będzie lepszym rodzicem. Krytykując nauczyciela, że będzie lepszym nauczycielem.
    Ale, w takiej kulturze funkcjonujemy. Nauczyciele oglądając swoja własna pracę – jeśli stworzy się takie warunki, też mają tendencję do wyłapywania cudzych błędów. Im więcej braków wykażę w pracy kolegi/koleżanki, tym jestem bardziej kompetentnym nauczycielem! Nauczyciele na różne sposoby są oceniani przez swoich przełożonych, porównywani ze sobą, ustawieni rywalizacyjnie – jeden jest lepszy, drugi gorszy. Tak widzą świat i swoją rolę. Ocenianie innych jest oczywistą częścią kultury ciała pedagogicznego. W zasadzie taka jest jego podstawowa funkcja.
    Pogląd, że dobre nauczanie nie jest związane z ocenianiem – brzmi w uszach nauczycieli jak herezja. Jak motywować ucznia bez ocen? To przecież niemożliwe! Nauczyciel pozbawiany możliwości oceniania całkowicie straciłby możliwość uczenia. Jak motywować rodziców bez wytykania im błędów? Nie ma na to pomysłów. Taki krąg niemożności…

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.