Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Podmiotowość – przemyślenia po spotkaniu

Podmiotowość – przemyślenia po spotkaniu

  • Autor
    Wpisy
  • #131
    jacol
    jacol
    Participant

    Nie przekonałaś mnie.:-)
    Ty tym autobusem zapewne jedziesz tam, gdzie chcesz, a ta niepełnosprawna intelektualnie osoba tam gdzie inni jej kazali!

    A może raczej nie „gdzie kazali” tylko gdzie potrzebuje, gdzie zna drogę i gdzie jej w związku z tym komfortowo? Nie sądzisz?

    Moim zdaniem dotknęłaś ważnego zagadnienia, przez wielu myślę nie zauważanego. Zauważ, iż fakt, że osoba z niepełnosprawnością jedzie tam gdzie jej kazali, wcale nie kłuci się z tym, że jednocześnie jedzie tam gdzie czuje się komfortowo, że chce tam jechać, że zna drogę. Opiekunowie tej osoby, starali się wybrać jej najlepsze miejsce z możliwych. Jedzie jednak tam, gdzie oni chcieli, żeby jechała. To oni podjęli tę decyzję, co jest dla niej dobre.
    Dlaczego ona sama nie zadecydowała?
    Bo zapewne opiekunowie uważali, że nie jest wstanie sama dobrze zadecydować.
    Bo decydowanie o sobie, nie jest ani łatwe, ani komfortowe. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie są przygotowywane do decydowania o sobie, bo od maleńka inni decydują za nich. Podmiotowość oznacza wolność i ryzyko popełniania błędów, które zazwyczaj są bolesne. Walcząc o podmiotowe traktowanie osób z niepełnosprawnością intelektualną trzeba się zgodzić na to, że będą wybierały źle i będą ponosić tego konsekwencje. Chyba wiele osób za pełną michę, dach nad głową i tzw. godziwe życie chętnie zrezygnowałoby z wolności. Bo do wolności i podmiotowości wszyscy musimy dorosnąć. Moim zdaniem dorosnąć mogą do niej także osoby z niepełnosprawnością intelektualną.

    „To taki problem – czy 16 latkę można puścić samą na dyskotekę do 22.00?”
    TAK- puścić! Jeśli: umie wracać na czas i kontrolować swoje zachowania (czyli trzymać się norm).

    Wracam do przykładu z 16-latką. Zgodę na jej samodzielność obwarowałaś dwoma warunkami. Zauważ, że nigdy nie masz pewności, że je spełni. 🙂
    Ale jest inny jeszcze problem. O jakich normach mówisz? Ojca tej dziewczyny, matki tej dziewczyny, samej dziewczyny, twoich, moich? Normach jakie rodzice tej dziewczyny sami przestrzegali w wielu 16 lat? Czy normach jakie oni uważają, że ona powinna przestrzegać? Itp. No i najważniejsze – w którym momencie, ta dziewczyna może nie oglądać się na normy rodziców i kierować swoimi? Czyż w prawidłowym procesie wychowania człowiek nie powinien przestać oglądać się na to co o tym myśla rodzice?

    #132
    jacol
    jacol
    Participant

    Potraktować przedmiotowo, to znaczy podjąć za kogoś decyzje. Chcesz czy nie nauczę cię jeść łyżką!
    Potraktować podmiotowo, to znaczy pozwolić komuś zadecydować samemu. Jak chcesz, to nauczę cię jeść łyżką, a jak nie, to nie.
    Ojojoj! Chyba jest jeszcze trzecia droga…
    Ups! behawioralna:))
    „Możesz dostać tę ukochaną bajkę jak zjesz łyżką. Ale oczywiście nie musisz jeść łyżką. Nie musisz nawet wcale jeść:)) TWÓJ WYBÓR!”

    Nie ma Bratku, trzeciej drogi. Przynajmniej w pedagogice.
    Albo pracujesz na motywacji wewnętrznej, niedyrektywnie, nauczaniem sytuacyjnym, traktując ucznia podmiotowo (wybierz dowolne określenie),
    albo pracujesz budując motywację zewnętrzną, dyrektywnie, metodą wyodrębnionych prób, traktując ucznia przedmiotowo.
    Twój pomysł, to metoda wyodrębnionych prób.
    Jak mówię – „czy chcesz czy nie to i tak nauczę cię jeść łyżką”, to oznacza, że aby tego dokonać muszę zbudować motywację zewnętrzną ucznia. Tu za pomocą bajki. Dyrektywność nie oznacza automatycznie brak wyboru. Dyrektywność oznacza, że ktoś inny niż uczeń decyduje o tym co jest do nauczenia. Potem stawia ucznia w takiej sytuacji w której dla nagrody (tu: bajki) sam je łyżką. Uczysz go dostawania bajki poprzez jedzenie łyżką. Potem musisz go jeszcze nauczyć jedzenia łyżką bez bajki (i innych nagród kontrolujących zachowanie ucznia)

    #133
    jacol
    jacol
    Participant

    Jest taka pokusa, aby osoby z niepełnosprawnością intelektualną tak wyrzeźbić, żeby tej niepełnosprawności nie było widać. Widzę w tym myśleniu brak akceptacji dla tych osób.
    A ja widzę w tym szacunek dla norm społecznych, którym wszyscy podlegamy. WSZYSCY! I w tym widzę i równość i akceptację!

    Ja widać wolę ideę różnorodności niż równości. 🙂
    Oczywiście trzeba wyważyć te normy, którym wszyscy podlegamy. Normą mogą być takie same mundurki dla wszystkich jak Korei Północnej. Tam masz równość i akceptacje dla tych, którzy się nie wyróżniają niczym.
    Ja wolę społeczeństwo indywidualistów i ekscentryków. Mi się wydaje, że w takim bardzo różnorodnym towarzystwie osoby z niepełnosprawnością będą mogły się odnaleźć. Niczym nie będą się wyróżniać. 🙂

    #134
    jacol
    jacol
    Participant

    No to zapytaj się swoich znajomych czy należy wpuszczać osoby z zespołem Downa (i inne osoby z tzw. upośledzeniem umysłowym) na dyskoteki.
    Sam sobie odpowiedziałeś. Nie muszę pytać bo to sytuacja nierealna- nie przyjdą. Nie przyjdą bo nie wychodzą z domu. Nie wychodzą z domu bo nie są tego nauczeni…

    Ale nawet nie ma zaczynać ich tego uczyć, bo w realu ich wyrzucą. (To ciekawe zagadnienie, jak można by to zrobić – ministerialny obowiązek integracyjnych dyskotek od przedszkola do liceum?)

    #136

    bratek
    Participant

    Wiesz przeczytałam wszystko jeszcze raz bardzo uważnie. I jak zazwyczaj w naszych dysputach, doszłam do wniosku, że znowu (jak zazwyczaj w naszych dyskusjach) mówimy niemal o tym samym ale innymi językami.
    A może to jest tak, że jednak język giętki nie umie szybko oddać co wymyśli głowa?
    Mój na pewno miewa z tym kłopoty.
    :))
    Nie mogę się przecie nie zgodzić z takimi twierdzeniami jak:
    „Bo decydowanie o sobie, nie jest ani łatwe, ani komfortowe. ”
    – „Chyba wiele osób za pełną michę, dach nad głową i tzw. godziwe życie chętnie zrezygnowałoby z wolności.”
    – (poza tym, że to dywagacja godna największych filozofów, to na dodatek w kontekście sytuacji politycznej nie mogę…. nie potwierdzić:)
    – „Ja widać wolę ideę różnorodności niż równości. 🙂
    Oczywiście trzeba wyważyć te normy, którym wszyscy podlegamy”

    :))
    Full kompromis:))
    Niemal…
    Bo jednej (no gryzę się po palcach, żeby nie nazwać tego „herezją”)… kwestii… hm… zmilczeć nie umiem!
    Czytaj proszę:

    (nie umiem na tutejszym forum „cytować z cytowania” więc sprawdź proszę kontekst w wiadomości powyżej)
    „Nie ma Bratku, trzeciej drogi. Przynajmniej w pedagogice.”
    Rzeczywiście?!
    „Albo pracujesz na motywacji wewnętrznej, niedyrektywnie, nauczaniem sytuacyjnym, traktując ucznia podmiotowo (wybierz dowolne określenie),
    albo pracujesz budując motywację zewnętrzną, dyrektywnie, metodą wyodrębnionych prób, traktując ucznia przedmiotowo.”
    Herezja i pomylenie pojęć! Behawioryści pracują tak na motywacji wewnętrznej jak i na zewnętrznej. I zawsze są dyrektywni. A trzecia droga to to, co można by nazwać „wolną wolą”. I na tejże- a jakże pracujemy też. Może nawet głównie.
    My tworzymy sytuację. Do ucznia należy wybór czy z niej skorzysta.
    Powiedziałabym: kalka z życia i życiowych wyborów. Nie znasz takich sytuacji z autopsji? Bo ja na każdym kroku.
    Twój pomysł, to metoda wyodrębnionych prób.
    Mój pomysł tonie co innego niż kontrakt behawioralny.
    Nie ma nic wspólnego z DTT.
    De facto: powyżej również błędnie użyłeś pojęcia „uczenie sytuacyjne”.
    Kontrakt behawioralny jest umową. Umowę zawiera się z kimś, kto jest do tego zdolny prawda? I W ramach umowy masz wybór czy chcesz i co chcesz a co nie.
    Więcej jednak chyba- i owszem- trzecia droga:))

    No! Musiałam to napisać. Teraz już będę mogła spać spokojnie. Dusza behawiorysty znalazła ukojenie:))

    #140
    jacol
    jacol
    Participant

    No to na tapecie mamy bardzo ciekawy temat, czy behawioryzm traktuje podmiotowo ucznia. 🙂
    Ja twierdzę, że nie (choć nie uważam, że to źle z definicji), a Ty, że i owszem.

    Behawioryści bowiem także (jak humaniści) wykorzystują wolną wolę uczniów (motywację wewnętrzną) i jak wszystkim wolnym ludziom pozwalają im decydować w pewnym zakresie, ale w życiu także nie możemy przecież mieć wszystkiego co chcemy. Dobrze cię rozumiem?

    Przypomniała mi się Magda Grodzka, która opowiadała jak uczy autystów samodzielnie jeść. Stawia przed uczniem jedzenie i sama na przeciwko je ze swojego talerza. Jak zje, to czego uczeń nie zjadł, na jego oczach wyrzuca do wiadra. Uczeń nic nie dostaje do jedzenia oprócz przegotowanej wody. Tak samo przy następnym posiłku. Albo zje, albo do wiadra i tylko woda. Tak samo w domu. Magda Grodzka twierdziła, że zwyczaj wystarczają 2-3 dni nauki. Najdłużej to trwało 7 dni.

    Ponieważ pani Magda przedstawiała się jako humanistka zapytałem, gdzie jest ten humanizm? A ona na to ze szczerym zdziwieniem: Jak to gdzie? Przecież dziecko miało wybór!

    Potrafisz wskazać sytuację w której uczeń nie ma wyboru? Ja nie.
    Dziecko zawsze wybiera to co dla niego najlepsze!

    Problemem jest jedynie fakt, że w nauczaniu dyrektywnym (behawioralnym) dysponentem tego co najlepsze, jest druga osoba i tego nie udaje się ukryć…
    Inną jest sytuacja zależności od drugiego człowieka od sytuacji zależności od czynników niezależnych od kogokolwiek. To behawiorysta dysponuje nagrodami. Humanista w ręku ich nie ma, więc buduje z uczniem inna relację.
    Według mnie nauczanie sytuacyjne (incydentalne) jest dobrym przykładem pracy niedyrektywnej. Zaczyna się z inicjatywy ucznia na którą reaguje nauczyciel, który to w swojej pracy nie wykorzystuje żadnych nagród (np. pochwał). Czegoś nie rozumiem?

    Ps. ja cytuję pogrubiając tekst – [b]

    #144

    bratek
    Participant

    No to na tapecie mamy bardzo ciekawy temat, czy behawioryzm traktuje podmiotowo ucznia. 🙂
    Ja twierdzę, że nie (choć nie uważam, że to źle z definicji), a Ty, że i owszem.

    Ty twierdzisz, że nie, ja, że….hm…. różnie bywa:))

    Behawioryści bowiem także (jak humaniści) wykorzystują wolną wolę uczniów (motywację wewnętrzną) i jak wszystkim wolnym ludziom pozwalają im decydować w pewnym zakresie, ale w życiu także nie możemy przecież mieć wszystkiego co chcemy. Dobrze cię rozumiem?

    Chyba tak. I chyba właśnie dochodzimy do sedna różnic w tej dyskusji.
    Widzisz- ja mam wrażenie, że tak Twoja jak i moja definicja podmiotowości ewoluują z postu na post. Chyba właśnie dojrzałam do jednoznacznego sformułowania moich definicji:))
    W swoim poście rozpoczynającym wątek przytoczyłeś (chyba własne) definicje pojęć:
    Być potraktowanym podmiotowo oznacza, doświadczenie uszanowania własnej woli, własnych decyzji, własnych wyborów. Pozwolenie komuś na decydowanie oznacza potraktowanie kogoś w sposób podmiotowy.
    W definicji tej nie było słowa o tym, kto stwarza wybór.
    Stąd napisałam o behawioralnej drodze, bo my na wyborach pracujemy notorycznie:))
    Ciekawe pytanie: czy możesz mi podać przykład sytuacji w której wybór jest li tylko wyborem spontanicznym nie zaś wyborem spośród wariantów oferowanych przez inne osoby?
    Ja chyba nie umiem znaleźć takich przykładów…
    Przychodzi mi do głowy sytuacja w której ktoś identyfikuje swoją potrzebę, np. „chciałbym coś zjeść” i podążając dalej myśli „chciałbym zjeść mandarynkę”. ok… Przychodzi do rodzica, komunikuje. A Matka mówi (UPS) „fajnie, że mówisz, ale nie kupiłam. Są tylko jabłka i marchewki”. I znowu mamy wybór ustawiony przez osobę z zewnątrz- prawda? Idźmy dalej, nasz wolnowyborowymadarynkożerca, na takie dictum postanawia wziąć swoje pieniądze iść sobie ową mandarynkę kupić. Przychodzi do sklepu, a sklep zamknięty. Ale obok otwarte są cukiernia i monopol. Może coś wybierze…. Ma w końcu wolną wolę. Tylko już chyba nie spełni Twojej definicji.
    Dlatego ja definiuję inaczej.
    Podmiotowo- gdy potrzeby i oczekiwania (to nie to samo- potrzebę np. opanowania umiejętności spokojnego zachowania, jest koniecznością, ale na ogół bardzo niechcianą przez sam podmiot) danego podmiotu są na pierwszym planie i warunkują postępowanie z daną osobą. Takie podejście wydaje mi się jednoznacznie dobre.
    Przedmiotowo- gdy dana osoba podlega swoistej „obróbce” niezależnie od swojej woli i potrzeb (przykłady najłatwiej znaleźć patrząc na programy w polskich szkołach i tych masowych i specjalnych). Takie podejście wydaje mi się jednoznacznie złe. Mogę podać przykład: dawno temu mój absolwent trafił do nowej szkoły (gimnazjum specjalne). Absolwent ów posługiwał się dość biegle Makatonem w komunikacji. Ale w nowej szkole ustalono, że będą go uczyć posługiwania się piktogramami. Powód? Tu cytat z ust dyrektora z którym wykłócałam się o sprawę całymi miesiącami (przegrałam bój de facto): „Wszyscy nauczyciele ukończyli kurs piktogramów i wszyscy w szkole posługujemy się piktogramami”. Bez komentarza.
    Im dłużej myślę o definicjach i im więcej czytam co piszesz, tym bardziej dochodzę do wniosku, że można by pokusić się jeszcze o stworzenie jednej definicji (techniczno- funkcjonalnej):
    Podmiotowe uczenie- sytuacja w której w toku uczenia dochodzi do swobodnego wyboru ucznia pomiędzy dwiema możliwościami: 1) realizacja zakończona nagrodą; 2) brak realizacji nie skutkujący niczym
    Przedmiotowe uczenie- sytuacja w której w toku uczenia, dochodzi do wyboru ucznia pomiędzy dwiema możliwościami: 1) realizacją (często wymuszoną np. przez podpowiedzi nauczyciela), 2) brakiem realizacji zakończoną karą
    Behawioryści tym się różnią od innych stosują jeszcze wariant trzeci: 1) realizację zakończoną nagrodą i 2) brak realizacji zakończony jakąś konsekwencją (niekoniecznie karzącą)
    Dokładniej behawioryści stosują wariant pierwszy i trzeci. Drugi jest dla nas nie do przyjęcia. I pewnie dlatego dość byłam wojująca w tej dyskusji:))
    Stara prawda- prawda Jacol? Na wszystko możemy popatrzeć z różnych stron:)))

    Przypomniała mi się Magda Grodzka, która opowiadała jak uczy autystów samodzielnie jeść.
    Głupoty wspomnianej sytuacji nie będę komentować. Prawda taka, że przede wszystkim jest to skrajnie zakazany sposób treningu jedzenia w przypadku autystów (albo powinien być!), bo oni na ogół nie jedzą bo nie chcą jeść albo brzydzą się jedzeniem. Stąd w momencie wyrzucenia dostają wzmocnienie. Co nasila zachowanie. I może doprowadzić do śmierci głodowej.
    W kontekście moich definicji, to pełna realizacja wariantu drugiego. Przedmiotowego. Tego, który ja oceniam jako zły.

    Potrafisz wskazać sytuację w której uczeń nie ma wyboru? Ja nie.
    Dziecko zawsze wybiera to co dla niego najlepsze!

    Potrafię: kompulsywna autoagresja (czy jakiekolwiek inne kompulsywne zachowanie).

    Inną jest sytuacja zależności od drugiego człowieka od sytuacji zależności od czynników niezależnych od kogokolwiek. To behawiorysta dysponuje nagrodami. Humanista w ręku ich nie ma, więc buduje z uczniem inna relację.
    Relację? Czyli?
    :)))

    Według mnie nauczanie sytuacyjne (incydentalne) jest dobrym przykładem pracy niedyrektywnej. Zaczyna się z inicjatywy ucznia na którą reaguje nauczyciel, który to w swojej pracy nie wykorzystuje żadnych nagród (np. pochwał).
    NO źle rozumiesz. Przede wszystkim nauczanie sytuacyjne jest uczeniem stricte behawioralnym. Zaczyna się od inicjatywy nauczyciela, który aranżuje sytuację (zazwyczaj w fizycznej przestrzeni) która będzie sprzyjała późniejszej inicjatywie dziecka. Np. kładzie ulubioną zabawkę na górnej półce i daje dziecku zgodę na pobawienie się „czym chce”. Dziecko chce zabawki z górnej półki. Więc o nią prosi. I nauczyciel ją podaje. Istotnie nie nagradza dodatkowo. Tylko podaje zabawkę. Ale czy nie ma tu wzmocnienia? :))

    #145
    jacol
    jacol
    Participant

    Według mnie nauczanie sytuacyjne (incydentalne) jest dobrym przykładem pracy niedyrektywnej. Zaczyna się z inicjatywy ucznia na którą reaguje nauczyciel, który to w swojej pracy nie wykorzystuje żadnych nagród (np. pochwał).
    NO źle rozumiesz. Przede wszystkim nauczanie sytuacyjne jest uczeniem stricte behawioralnym. Zaczyna się od inicjatywy nauczyciela, który aranżuje sytuację (zazwyczaj w fizycznej przestrzeni) która będzie sprzyjała późniejszej inicjatywie dziecka. Np. kładzie ulubioną zabawkę na górnej półce i daje dziecku zgodę na pobawienie się „czym chce”. Dziecko chce zabawki z górnej półki. Więc o nią prosi. I nauczyciel ją podaje. Istotnie nie nagradza dodatkowo. Tylko podaje zabawkę. Ale czy nie ma tu wzmocnienia? :))

    Nazwa – nauczanie sytuacyjne – to pomysł behawiorystów, ale samo nauczanie to, dokładnie to co proponują humaniści i co mniej precyzyjnie nazywają – „podążaniem za”. Pal licho nazwy. Nie ważne, kto co wymyślił.

    Aranżowanie sytuacji nie nazywam inicjatywą nauczyciela. Nie jest to inicjatywa w sensie komunikacyjnym. W absolutnie każdym sposobie nauczania bądź terapii aranżuje się sytuację. Zgadzasz się?
    Różnie można sytuację aranżować, ale zawsze się to robi. Jest jakieś pomieszczenie, jakieś przedmioty i jakaś osoba lub osoby. Jakoś to jest rozmieszczone.

    Istotne jest co dalej! Czy pierwszy inicjatywę ma uczeń, czy nauczyciel? Czy to uczeń odpowie na inicjatywę nauczyciela (np. na pytanie, polecenie) Czy to nauczyciel odpowie na inicjatywę ucznia (jakieś jego zachowanie będące prośbą). Inicjatywa ucznia to dowolne jego zachowanie. Reakcja na inicjatywę ucznia – jest wzmocnieniem.

    A co jest na końcu? Na końcu ZAWSZE jest nagroda. Nie ma żadnego nauczania bez nagród. Każda aktywność, jeśli ma zostać utrwalona musi zostać nagrodzona. Nie znam nikogo poważnego, kto twierdziłby inaczej.

    W nauczaniu sytuacyjnym który podałaś jako przykład nagradzana jest samoistna aktywność ucznia w ten sposób, ze dostaje on to co chce (cokolwiek zechce z tego co ma dostępne). Dziecko jest panem, a nauczyciel służącym. Uczeń wpływa na to co robi nauczyciel. Nauczyciel czeka na skinienie ucznia i spełnia jego prośbę. Gdzie tu widzisz dyrektywność?

    W metodzie wyodrębnionych prób (czyli typowej behawioralnej procedurze) nauczyciel nie czeka na inicjatywę ucznia (to raz), ale sam z nią wychodzi, a na koniec nagradza nie jakąkolwiek inicjatywę, ale tylko to zachowanie, które chce wzmocnić.

    To bardzo dużo zmienia. Najlepiej to widać po tym, że umiejętności (nie tylko komunikacyjne) nauczane metodą nauczania sytuacyjnego nie wymagają procedur generalizacji, a metodą wyodrębnionych prób – jak najbardziej. Dlaczego? Ciekawy jestem twojej odpowiedzi. 🙂

    Moim zdaniem zamazujesz różnice w obu tych sytuacjach, albo uznajesz je za mało istotne. Ja uważam, że te różnice drastycznie zmieniają sposób i skuteczność nauczania.

    #146
    jacol
    jacol
    Participant

    Być potraktowanym podmiotowo oznacza, doświadczenie uszanowania własnej woli, własnych decyzji, własnych wyborów. Pozwolenie komuś na decydowanie oznacza potraktowanie kogoś w sposób podmiotowy.
    W definicji tej nie było słowa o tym, kto stwarza wybór.
    Stąd napisałam o behawioralnej drodze, bo my na wyborach pracujemy notorycznie:))

    W definicji tej był podmiot domyślny. KTOŚ komuś pozwala wybierać w tym sensie, że akceptuje (czyli nagradza) KAŻDY WYBÓR.
    W przedmiotowym traktowaniu KTOŚ pozwala komuś wybierać w tym sensie, że akceptuje (czyli nagradza) tylko WYBÓR KTÓRY UZNAJE ZA LEPSZY.

    Tu i tu jest wybór. Tu nagradzane jest wszystko (spełnieniem prośby, uwagą, wyrażeniem aprobaty dla wyboru) a tu tylko wybór słuszny z punktu widzenia osoby udzielającej nagrody.

    PODMIOTOWE (niedyrektywne) TRAKTOWANIE: Ja nie wiem co jest dla ciebie dobre, to ty to wiesz lepiej ode mnie.
    PRZEDMIOTOWE (dyrektywne) TRAKTOWANIE: Ja wiem co jest dla ciebie dobre, ty tego nie wiesz. Nagrodzę cie (np. pochwałą) jeśli zrobisz to co jest dla ciebie dobre według mnie.

    Sorry na dzisiaj mam dosyć. 🙁

    #147

    bratek
    Participant

    Ciekawe, że akurat kwestia treningu incydentalnego Cię zajęła.
    Ja niecierpliwie przytupywałam przed ekranem czekając na opinię w sprawie definicji różnych:))
    Ale co do incydentalnego:
    Tu jestem w stanie z Twoim tokiem myślenia się zgodzić. Nie jest co prawda prawdą, że efektów uczenia incydentalnego nie trzeba generalizować, ale z resztą mogę się zgodzić.
    Co zabawniejsze- treningiem prób powtórzonych, już tak naprawdę behawioryści niemal nie pracują (no chyba, że Ci z Los Angeles).
    I ciekawe, że „zamazuję różnice”…. A może widzę je po prostu gdzie indziej?

    #148

    bratek
    Participant

    Pisaliśmy równocześnie.
    Więc gdy ja postulowałam o definicje, Ty o nich pisałeś.
    Dzięki:))
    Tym bardziej, że wreszcie: pojmuję.
    Więc tym bardziej dzięki:))

    #149
    jacol
    jacol
    Participant

    Nie jest co prawda prawdą, że efektów uczenia incydentalnego nie trzeba generalizować,

    Mógłbym prosić cię o coś więcej na ten temat?

    Treningiem prób powtórzonych, już tak naprawdę behawioryści niemal nie pracują

    I na ten też? Dlaczego nie pracują?

    #150

    bratek
    Participant

    Ale jak to tak? Na forum? Krótko? Toż to tematy na 10 h wykładu:))
    Ok- będę najsyntetyczniejszą z syntetycznych.

    Dlaczego generalizujemy efekty TI? Bo trzeba:)) Bo niemal każda umiejętność nie poddana generalizacji- zanika. Bo nasi uczniowie mają problem z generalizacją. Bo nasi uczniowie miewają problem z pamięcią.
    I wiele innych przyczyn.

    A czemu odchodzimy od DTT? Bo są efektywniejsze sposoby uczenia:)) Właśnie wspomniany TI, plany aktywności, videomodeling, etc. A my lubimy robić to, co jest najbardziej efektywne.

    UF! Byłam syntetyczna. Udało się:))

    #151
    jacol
    jacol
    Participant

    To, że
    1.metoda wyodrębnionych prób to podstawa behawioryzmu.
    2.nauczanie incydentalne nie wymaga generalizacji
    wiem z: ‚Terapia behawioralna dzieci z autyzmem. Teoria, badania i praktyka stosowanej analizy zachowania’
    Suchowierska M., Ostaszewski P., Bąbel P.

    Dla mnie TI i videomodeling to metody niedyrektywne. Generalnie terapia niedyrektywna to przede wszystkim nauczanie przez modelowanie. Modelowanie jest samowzmacniające.

    Po tej naszej rozmowie mam inną definicję behawioryzmu: BEHAWIORYŚCI ROBIĄ TO CO JEST NAJBARDZIEJ SKUTECZNE. 🙂

    Jak będę miał chwilę czasu to założę wątek o relacji i przywiązaniu, co cię tak interesuje. OK?

    #152
    jacol
    jacol
    Participant

    Acha – ja widzę różnicę pomiędzy generalizowaniem a przypominaniem, utrwalaniem, doskonaleniem umiejętności. Umiejętności mogą zanikać jeżeli wcześniej były nauczone czyli zgeneralizowane. Umiejętności zgeneralizowane mogą być doskonalone. itp.itd.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.