Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Mierzalność efektów pracy.

Mierzalność efektów pracy.

  • Autor
    Wpisy
  • #88
    jacol
    jacol
    Participant

    Każdy z terapeutów chciałby zobaczyć efekty swojej pracy. Czy jest skuteczny? Czy jest dobrym specjalistą? Czy sposób jego pracy i wybrane metody są właściwe? Jest to problem bardzo złożony.
    Po pierwsze – dzieci rozwijają się bez pomocy specjalistów. Postępy jakie czynią wynikać mogą z ich potencjału a nie jakości pracy terapeuty.
    Po drugie – rozwijać dzieci mogą także, lepiej lub gorzej zwykli amatorzy – swoimi intuicyjnymi sposobami. Zawodowiec powinien jednak różnić się amatora skutecznością.
    Po trzecie – problemem jest tendencja specjalistów do przeceniania efektów swojej pracy. Specjalistom tak zależy na sukcesie dziecka (czyli również własnym), że widzą je tam gdzie ich nie ma.
    Po czwarte – aby coś zmierzyć trzeba bardzo precyzyjnie określić punkt wyjścia i punkt dojścia, wykorzystując do operacyjnie (mierzalnie) określony cel pracy. To wymaga precyzji w myśleniu i metod pomiaru.
    Po piąte – najważniejsze cele w pracy z dziećmi są trudno mierzalne. (Umiejętność cichego zamykania drzwi można łatwo zmierzyć (zobaczyć), ale „bycie grzecznym” trudno.)
    Po szóste – istnieje pokusa zaliczania uczniom umiejętności, które nie są zgeneralizowane tzn. wykonywane są wyłącznie w warunkach terapii, a nie w realnym życiu.
    Po siódme – prawie nie ma obiektywnych naukowych porównawczych badań na temat skuteczności różnych metod. Twórcy rożnych metod sami sobie oceniają ich skuteczność.
    Po ósme – brak jest wymiany myśli i krytycznej analizy rożnych metod z innych punktów widzenia niż proponują ich twórcy. Brak jest w pedagogice jakiegoś meta-poziomu w analizowaniu pracy pedagogicznej. Różne metody nie są porządkowane i wobec siebie nawzajem określane. Pedagogika to taki zbiór konstelacja niezależnych od siebie pomysłów. Zazwyczaj dzieci poddawane są wielu rożnym oddziaływaniom i trudno z tego wyciągnąć wniosek co im pomaga a co przeszkadza.

    Ja jestem zwolennikiem bardzo precyzyjnego myślenia o efektach. Piszemy dzieciom indywidualne programy edukacyjno- terapeutyczne i je realizujemy. Jak to się ma do naszej skuteczności?

    #137

    bratek
    Participant

    OJ! JACOL!

    Każdy z terapeutów chciałby zobaczyć efekty swojej pracy.
    NIeprawda! Większość tego nie chce. Większość woli wierzyć, ze oni i owszem są wspaniali, tylko pacjent dość beznadziejny i stąd efektów brak.
    Badaniom efektywności przeciwstawiają się też środowiska naukowe. Na moim przewodzie główny zarzut brzmiał: „Efektywność nie jest zmienną w pedagogice.”

    Po pierwsze – dzieci rozwijają się bez pomocy specjalistów. Postępy jakie czynią wynikać mogą z ich potencjału a nie jakości pracy terapeuty.
    Tak.

    Po drugie – rozwijać dzieci mogą także, lepiej lub gorzej zwykli amatorzy – swoimi intuicyjnymi sposobami. Zawodowiec powinien jednak różnić się amatora skutecznością.
    TAK!

    Po trzecie – problemem jest tendencja specjalistów do przeceniania efektów swojej pracy. Specjalistom tak zależy na sukcesie dziecka (czyli również własnym), że widzą je tam gdzie ich nie ma.

    Bywa…

    Po czwarte – aby coś zmierzyć trzeba bardzo precyzyjnie określić punkt wyjścia i punkt dojścia, wykorzystując do operacyjnie (mierzalnie) określony cel pracy. To wymaga precyzji w myśleniu i metod pomiaru.
    Albo zwyczajnie: elementarnej wiedzy z zakresu badań pedagogicznych/ psychologicznych. Dokładniej: poznania zasad przeprowadzania eksperymentu. Bo właściwie technika uczenia (sposób uczenia) jest nie czym innym niż czynnikiem eksperymentalnym. Więc tylko dobrze to opisać, zmierzy i… jest:))

    Po piąte – najważniejsze cele w pracy z dziećmi są trudno mierzalne. (Umiejętność cichego zamykania drzwi można łatwo zmierzyć (zobaczyć), ale „bycie grzecznym” trudno.)
    Dlatego cele należy formułować w sposób mierzalny (czekaj, czekaj… czyli tak jak proponują… ci… no… behawioryści! :)) Czyli nie: „Jest grzeczny”, ale: „Zachowuje się spokojnie czyli nie przejawia zachowań takich jak: gryzienie ręki, histeryczny śmiech, używanie wulgaryzmów, etc” Oczywiście wymieniamy adekwatnie do POJAWIAJĄCYCH się zachowań trudnych ucznia.
    Cała reszta jest jeszcze łatwiejsza do opisania. Właśnie nad tym siedzę od tygodnia:))

    Po szóste – istnieje pokusa zaliczania uczniom umiejętności, które nie są zgeneralizowane tzn. wykonywane są wyłącznie w warunkach terapii, a nie w realnym życiu.
    Kryteria ustanowienia to jedno, a kryteria generalizacji to drugie. Oczywiście mogą się pokrywać w niektróych przypadkach. Ale opanowana umiejętność to wyłącznie umiejętność zgeneralizowana. Oczywiście „zaliczyć” można wcześniej ale w takim przypadku i tak później trzeba generalizować, więc wychodzi na jedno:))

    Po siódme – prawie nie ma obiektywnych naukowych porównawczych badań na temat skuteczności różnych metod. Twórcy rożnych metod sami sobie oceniają ich skuteczność.
    Niemal ich nie ma po polsku. Ale ogólnie SĄ setki. Podesłać Ci?

    Po ósme – brak jest wymiany myśli i krytycznej analizy rożnych metod z innych punktów widzenia niż proponują ich twórcy. Brak jest w pedagogice jakiegoś meta-poziomu w analizowaniu pracy pedagogicznej. Różne metody nie są porządkowane i wobec siebie nawzajem określane. Pedagogika to taki zbiór konstelacja niezależnych od siebie pomysłów. Zazwyczaj dzieci poddawane są wielu rożnym oddziaływaniom i trudno z tego wyciągnąć wniosek co im pomaga a co przeszkadza.
    Racja. Dlatego zawsze jestem za modelem monoterapeutycznym.

    Ja jestem zwolennikiem bardzo precyzyjnego myślenia o efektach. Piszemy dzieciom indywidualne programy edukacyjno- terapeutyczne i je realizujemy. Jak to się ma do naszej skuteczności?
    Ufam, ze wprost proporcjonalnie:)) Tego Wam przynajmniej życzę:))

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.