Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Leczenie zachowań trudnych więzią!

Leczenie zachowań trudnych więzią!

  • Autor
    Wpisy
  • #296
    jacol
    jacol
    Participant

    Obojętnie, jaką metodą pracuje się z dzieckiem, dziecko spotyka się z osobą nauczyciela/terapeuty. To spotkanie jest niejako obok metody. Coś tam specjalista robi, jakoś pracuje – gorzej lub lepiej, o coś mu chodzi, ale oprócz tego jakiś jest. To jaki jest, jak jest spostrzegany przez dziecko, ma moim zdaniem na skuteczność/efektywność pracy terapeuty.
    Jednak to chyba nie wszystko, bo moim zdaniem to spotkanie, wpływa na bardzo wiele innych bardzo ważnych wymiarów funkcjonowania dziecka.

    No trochę tak – poszedłem z dzieckiem do lekarza, bo bolał go brzuch, ale pod wpływem kontaktu z osobą lekarza dziecko zaczęło mi się lepiej uczyć w szkole. Lekarz leczący brzuch, dał dziecku taki rodzaj relacji, którego dziecko nigdy wcześniej nie doświadczyło, co zwiększyło u dziecka poczucie pewności siebie. To abstrakcyjny przykład działania więzi – relacji pomiędzy ludźmi.

    Więzi nie widać. Czym jest ten magiczny czynnik? To że więzi nie można dotknąć namacalnie, nie oznacza, że nie można doświadczyć jej działania. Podobnie jest ze wzmocnieniami. Kar i nagród także nie widać bezpośrednio. To czy dany czynnik jest nagradzający czy karzący widać po jakiś czasie po efektach. Często krzyczenie z dezaprobatą na dzieci jest nagrodą, a nie karą, co można zobaczyć po pewnym czasie obserwując zachowanie dziecka.

    Dość dobrze widać, moim zdaniem, działanie więzi, podczas pracy nad zachowaniami trudnymi.
    Dla mnie osobiście, obserwowanie zmiany zachowania dzieci pod wpływem zmiany relacji z nauczycielem (lub rodzicem), jest doświadczeniem magicznym. Dziecko rozwalające zabawki, bijące inne dzieci, wymiotujące, przeraźliwie wyjące itd. – pod wpływem zmiany relacji z nauczycielem lub rodzicem – radykalnie zmienia swoje postępowanie. Po miesiącu problemu już nie ma!

    Zazwyczaj analizę zachowania trudnego zaczynam od przeanalizowania, czy uczeń ma zaspokajane wszystkie potrzeby podstawowe. Posługuje się do tego piramidą potrzeb A. Maslowa. Sprawdzam czy dziecko na poziomie fizjologicznym ma zapewniony komfort – np. zmienianą pozycję ciała ( u dzieci z dużą niesprawnością fizyczną), czy jego zapotrzebowanie na stymulację zmysłową jest optymalne itd.
    Potem zastanawiam się czy jest mu bezpiecznie, czy żyje w świecie przewidywalnym. I tu już pojawia się problem więzi. Dzieci potrzebują stałości relacji, a nie tylko stałości w rozkładzie dnia. Następne w piramidzie potrzeb są właśnie potrzeby afiliacyjne – uczuciowe – wprost związane z relacjami z innymi.

    Bardzo wiele dzieci, jest zdominowana w relacji z najbliższymi. Efektem jest zaburzenie zachowania. Bez względu jakie jest to zaburzenie – często nauczenie opiekuna rozmawiania z dzieckiem bez dominacji – skutecznie leczy problem w zachowaniu.

    Typowa rozmowa dorosłego z dzieckiem (lub osobą z niepełnosprawnością intelektualną) wygląda tak:
    N. Gdzie wczoraj byłeś?
    D. W sklepie…
    N. A z kim byłeś w sklepie?
    D. Z mama i tatą.
    N. A w jakim sklepie byłeś?
    D. Z zabawkowym.
    N. I kupiliście coś?
    D. Mama kupiła mi lalkę…

    Nauczenie specjalisty rozmawiania z dzieckiem w innym kluczu (bez dominacji) zmienia spostrzeganie nauczyciela przez dziecko i buduje inną relację między nimi…

    N. Patrzysz na mnie, coś chcesz powiedzieć?
    D. Byłem wczoraj w sklepie?
    N. Oj! Byłeś w sklepie!
    D. Z rodzicami byłem.
    N. Byłeś z mama i tatą!…
    D. Na zakupach!
    N. Całą rodziną byliście na zakupach.
    D. Mama kupiła mi lalę…
    N. Masz nowa lalę!

    Oczywiście dorośli mają więcej pomysłów na dominowanie dziecka, niż ten, który pokazałem w tym przykładzie – mówią głośniej i więcej niż dziecko, chwałą je, wydaja polecenia itp.
    Przykład ten pokazuje dominację w kolejności wypowiedzi. W pierwszej rozmowie inicjatywę komunikacyjną pierwszy ma nauczyciel, a odpowiada na nią dziecko, a w drugim inicjatywę ma dziecko, a przyjmuje ją nauczyciel.

    Taka zmiana sposobu rozmawiania z dzieckiem zmienia relacje, buduje inną więź. Wcale nie trzeba wielu takich rozmów, aby dziecko przestało sprawić trudności. Nie wszyscy w otoczeniu dziecka, muszą umieć tak z nim rozmawiać (słuchać co samo mówi i przyjmować), aby zmienić jego zachowanie. Czasem wystarczy jakiś lekarz, jak z przykładu jaki przedstawiłem na początku.

    Wariantów nie dominowania dziecka w relacji i pomysłów na taką relację może być tysiące. Świetnie mi się sprawdzają rozmowy po przeczytaniu (lub w trakcie czytania) dzieciom bajek (książek). Ważne tylko aby dorosły w tej rozmowie nie dominował dziecka np. nie odpytywał go z treści bajki! Boże broń! Żadnych pytań – tylko słuchanie i przyjmowanie tego co ma do powiedzenia dziecko po wysłuchaniu bajki.

    Chciałbym jednak zaznaczyć, że prawidłowa więź dziecka z rodzicami i terapeutami wymaga także zdominowania dziecka. Zazwyczaj dziecko jest już zdominowane i nie trzeba o tym myśleć, ale czasami dziecko tyranizuje swoich opiekunów i ich dominuje. Czasem wręcz boją się oni dziecka.

    Jeżeli opiekunowie są w swojej postawie dominujący, to często wystarczy nauczyć ich nie być takimi (np. rozmawiać z dzieckiem z pozycji słuchania) i po problemie.
    Ale jeżeli opiekunowie są ulegli to trzeba ich nauczyć dominowani ich dziecka – stawiania granic, stawiania wymagań. Rodziców uczyć tego najlepiej przez zamodelowanie tego na dziecku i poproszenie o wykonanie po nas.

    Co ciekawe Miejsce/sytuacja w którym nauczyciel/rodzic dziecka o zaburzonym zachowaniu, może zdominować dziecko, jest całkowicie niezwiązane z miejscem i sytuacją w której dziecko się zaburza. Dziecka, które złośliwe od lat rozrzuca klocki można zdominować np. karząc mu samodzielnie ubrać buty (Czy chce czy nie, musi to zrobić!) a przestanie rozrzucać klocki!
    Dlaczego? Bo zmieni się jego relacja z opiekunem. Dziecko rozrzucaniem klocków wołało o rodzica/opiekuna, który jest od niego silniejszy. Dzieci potrzebują tego, żeby nauczyciele i rodzice byli od nich silniejsi. Domem mają rządzić rodzice a nie dzieci, szkołą – nauczyciele, a nie uczniowie. Tak dla dzieci/uczniów jest lepiej – bezpieczniej.

    Jeżeli czegoś nie wyjaśniłem wystarczająco czytelnie, proszę o pytania.
    Jeżeli, ktoś ma inne zdanie, tym bardziej proszę o zabranie głosu.

    Ciekawy jest powiązanie i zależność dyrektywności i niedyrektywności – ale o tym w innym spróbuje napisać poście.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.