Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Komentarz do artykułu: Zrób zadanie, a dostaniesz cukierka – o pułapkach ….

Komentarz do artykułu: Zrób zadanie, a dostaniesz cukierka – o pułapkach ….

  • Autor
    Wpisy
  • #236
    jacol
    jacol
    Participant

    Tu artykuł:

    Zrób zadanie, a dostaniesz cukierka – o pułapkach motywowania zewnętrznego

    Mój komentarz:
    Nie jestem behawiorystą i być może moja wypowiedź nie będzie wystarczająco pełna. Chciałbym jednak nauczycielowi po szkoleniu z terapii behawioralnej (i wszystkim zainteresowanym) zadedykować kilka uwag.

    Nauczyciel zauważył: Wizja nagrody doprowadziła do sytuacji, w której uczniowie nie liczyli się z jakością wykonywanych zadań – wybierali jak najłatwiejsze i najszybsze rozwiązania
    To jak zachowywali się uczniowie było pochodną tego za co wzmacniał ich nauczyciel. Nagradzanie dzieci zawsze ma taki efekt, że szukają jak najłatwiejszego sposobu zdobycia nagrody. Każdy z nas by tak postępował. Jeżeli można osiągnąć coś łatwiej, to po co iść trudniejszą drogą? Wniosek: Trzeba nagradzać dzieci, za trudniejszą drogę żetony o większej wartości. To podstawa myślenia behawioralnego – dobrze zastanów się co chcesz wzmacniać u konkretnego ucznia. (Trzeba sobie postawić cel w sposób zoperacjonalizowany). Można oczywiście nagradzać kolejne przybliżenia ostatecznego celu.

    Zmartwiły mnie jednak oszustwa, jakich dopuszczali się uczniowie, by zdobyć nagrodę.
    To jedna z wad systemu żetonowego – żetony nie mogą być możliwe do podrobienia. 🙂 Jasna operacjonalizacja celu umożliwia jednoznaczne (i dla ucznia i dla nauczyciela) ocenienie, czy żeton się należy, a więc uniemożliwia oszukańcze wykonanie zadania.

    Dzieci szybko dostrzegły zależność: im więcej zrobią zadań, tym lepiej. Nie liczyła się dla nich jakość wykonania.
    Dzieci dostrzegały zależność, tak jak ją skonstruował nauczyciel. To nie ich wina, że nauczyciel nagradzał ich za jakość, a za ilość.

    Odmowa przyznania punktu w sytuacji, kiedy wiedziałam, że uczeń nie włożył żadnego wysiłku w poprawne wykonanie zadania (toż to za chęci też się należy nagroda), rodziła złość, agresję i poczucie tragedii.
    Dzieciom trzeba jasno ustalić reguły. Jeżeli wcześniej nauczyciel nie wyjaśnił, że oceniany będzie wysiłek, a nie efekt, to trudno mieć pretensje do dzieci, że się wkurzyły. Bardzo ważne jest, aby „wkładanie wysiłku” nie było arbitralną decyzją nauczyciela. „Wkładanie wysiłku” trzeba zoperacjonalizować. Inaczej ocena nauczyciela może być poza merytoryczna. Jak to się robi? Np. zwiększając liczbę żetonów koniecznych do zdobycia konkretnej nagrody, wraz z postępami jakie czyni uczeń. Ima bardziej ma opanowane zadanie, tym, więcej musi zebrać punktów by je wymienić na konkretną nagrodę.

    Dzieci poddane intensywnemu behawioralnemu wzmacnianiu mają dużo mniejsze szanse na sukces w dalszej edukacji (w szkole średniej czy na studiach) i w życiu dorosłym, kiedy nikt nie będzie nagradzał ich wysiłków, a sami nie będą czerpać przyjemności z poszerzania wiedzy. Nigdy nie uczyli się przecież dla osobistej satysfakcji.

    To prawda, ale behawioryści są jej świadomi. Dlatego każde nauczenie kończyć powinno się zastąpieniem nagród zewnętrznych (takich jak żetony) nagrodami wewnętrznymi (czyli takimi, które uczeń potrafi dostarczyć sobie sam – taka nagrodą może być satysfakcja, że potrafi się coś zrobić). Żetony więc trzeba umieć wycofać. Początkowo można stopniowo opóźniać moment wymiany. Obok żetonów warto wprowadzać, aprobatę i pochwałę, którą po wycofaniu żetonów jeszcze jakiś czas stosować. Można także stopniowo dewaluować wartość nagród poprzez udostępnianie ich za damo w różnych naturalnych sytuacjach. Wówczas uczniowie przestają zabiegać o żetony.

    Uważam, że system żetonowy (inaczej metoda ekwiwalentów, czyli zdobywanie plusików, kwiatuszków, słoneczek, punktów, żetonów itp. jest jednym z ciekawszych pomysłów behawiorystów. Dość dobrze niekiedy ten system sprawdza się przy redukcji zachowań niepożądanych.
    Słyszałem o szkołach specjalnych w USA w całości opartych na systemie żetonowym. Uczniowie wymieniali żetony na różne dobra w szkolnym sklepiku. To co jest ważne, to konieczność innego wyceniania uczonej czynności u każdego dziecka i ciągłej zmiany punktowanych osiągnięć, a także zmiany „ceny” osiągnieć w toku nauki. W ogóle kontrolowanie wzmocnień jest bardzo trudne. Dlatego współczuję behawiorystom. Choć uważam, że umiejętność korzystania ze wzmocnień, jest potrzeba każdemu nauczycielowi.

    Mimo iż nadal stosuję wzmocnienia zewnętrzne (nie umiem u wszystkich dzieci wzbudzić motywacji wewnętrznej do wykonywania wielu logopedycznych zadań), robię to bardziej świadomie.

    No i Bogu dzięki!!! :-)))

    #237

    bratek
    Participant

    Niebehawiorysta Jacol napisał, a behawiorysta bratek się podpisuje pod każdym słowem.

    Dzięki Jacol za mądry komentarz!

    Od siebie dorzucę tylko coś, co często powtarzam moim studentom i kursantom: „Nie ma nagród które nie działają, są tylko nauczyciele, którzy nieumiejętnie dają te nagrody”

    #238
    jacol
    jacol
    Participant

    Wiesz, w opisywanej sytuacji jest wiele niewiadomych. najbardziej ciekawi mnie na co wymieniane były żetony. Wygląda na to, że najpewniej walczyli o jakieś „złote kalesony”. 🙂
    Zbyt silna nagroda utrudnia później generalizację, wg mnie.

    Podejrzewam też, że w grupie wytworzył się również mechanizm rywalizacji. Nagrodą samą w sobie było posiadanie większej liczby punktów niż reszta. To nie jest dobry kierunek pracy. Dzieci muszą zrozumieć, że punkty są nieporównywalne. Twoje 5 punktów i moje 5 punktów jest uzyskane za coś innego i na co innego będzie wymieniane. To baaaardzo komplikuje pracę nauczycielowi.

    Każdy, ze względu na poziom swoich umiejętności powinien być oceniany indywidualnie. Niestety szkoła stawia wszystkich na jednej linii i ocenia ich porównując jednych do drugich. Najlepsi 6, najgorsi pała. Nawet jeżeli ci najlepsi w ogóle się nie wysilili a najgorsi zrobili największe postępy.

    Mi raz się to zdarzyło na studiach. Na zajęciach na basenie dostałem 5 pomimo, że pływałem najsłabiej z grupy. Lepiej ode mnie pływający dostali niższe oceny. Wg. wuefisty należało mi się, bo na początku w ogóle nie umiałem pływać, w odróżnieniu od reszty.

    Ale i w tym jest pułapka. Jakby tenże wuefista na początku roku publicznie powiedział, że będzie oceniał postępy, to jestem pewien, że dziwnym trafem znalazłbym się w grupie osób „nieumiejących pływać”, i na koniec roku wypadłbym najsłabiej w postępach. Pała by mi się należała jak nic!

    Ciężko mają behawioryści, którzy zawodowo oceniają innych. Ciężki to chleb…

    #239

    bratek
    Participant

    We wszystkich opisanych sytuacjach w mojej ocenie problem był jeden: nauczyciel nie wiedział za co wzmacnia.
    Podejrzewam, że w klasie (tak czyni blisko 100% wszystkich nauczycieli których widziałam) dawał punkty po równo, czyli w tym samym momencie i za to samo. To strasznie duży i strasznie powszechny błąd.
    W sytuacji domowej natomiast, walił punkty na oślep za każdy prawidłowy uczynek. Czyli również powszechny i głupi błąd.
    ps.
    A co do stosowania najsłabszej nagrody ze względu na generalizację- W ŻYCIU się z Tobą nie zgodzę.

    #240
    jacol
    jacol
    Participant

    A co do stosowania najsłabszej nagrody ze względu na generalizację- W ŻYCIU się z Tobą nie zgodzę.
    :-))))))))

    ” 3. Dostarczaj tylko tyle wzmocnień, ile potrzeba, by praca została wykonana. Utrzymaj swoich uczniów w stanie „niedosytu””. (Reguły wzmacniania z książki Ch.Galloway’a „Psychologia uczenia się i nauczania” tom II s. 20)

    Nie ważne z jakiego względu. I tak ma być najsłabsza, która zadziała.

    #241

    bratek
    Participant

    Jacku, Jacku….
    UPSS!
    Najsłabsza to nie to samo co najmniejsza!!!
    Mrówka jest jedną z najmniejszych a przenosi ciężar wielokrotnie przewyższający jej wagę!
    Nagroda ma być bardzo mała (by pozostawała w niedosycie) ale jak najmocniejsza (żeby miała szansę zadziałać).

    Czyli…. UPS! Miałaś bratku rację!:)))

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.