Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Emocje w nauczaniu

Emocje w nauczaniu

  • Autor
    Wpisy
  • #191
    jacol
    jacol
    Participant

    Emocje, jak sądzę, rzadko traktowane są jako cele pracy z uczniem. Chciałbym poruszyć ten temat. Ułatwię sobie życie i streszczę poglądy Charlesa Galloway’a z książki „Psychologia uczenia się i nauczania”. W tomie I na stronie 76 rozpoczyna się rodział: Sfera emocjonalna.

    Galloway uważa, że nauczyciele są przekonani o znaczeniu celów nauczania związanych ze sferą emocjonalną, ale niewiele jest dowodów na to, że kładą oni nacisk na rozwój emocjonalny uczniów.

    Galloway zwraca uwagę na trudności z formułowaniem ogólnych i szczegółowych celów emocjonalnych.
    Wymienia cztery powody tego stanu rzeczy:
    1. Trudno jest mieć pewność co do adekwatności celów emocjonalnych.
    2. Uwaga, postawy, wartości, opinie , zainteresowania i uczucia są trudne do zmierzenia.
    3. Celów emocjonalnych nie można osiągnąć natychmiast. Na osiągniecie niektórych potrzeba nawet lat.
    4. Niepewność czy mamy prawo kształtować systemy wartości innych ludzi.

    Kilka przykładów celów emocjonalnych podanych przez Galloweya:
    1. Uświadamia sobie satysfakcję jaką daje opanowanie danej umiejętności.
    2. Chętnie zwraca uwagę na dane zjawisko i zwraca na nie uwagę.
    3. Zapamiętuje nazwiska osób, którym jest się przedstawiany.
    4. Wykonuje działania dopomagające w tym, aby jego grupa stała się miejscem w którym przyjemnie jest przebywać.
    5. Czerpie przyjemność z rozmów z wieloma ludxmi
    6. Uważa się za członka grupy, która podejmuje się rozwiązania jakiegoś problemu.
    7. Angażuje się w obronę jakiś wartości: np. inicjuję rozmowę z nauczycielem na temat warunków uczenia się w klasie, gdy uważa że te warunki nie są właściwe.
    8. Stara się przekonywać innych do swojej sprawy
    9. Ocenia ludzi na podstawie ich indywidualnego zachowania a nie pochodzenia etnicznego, rasy, zawodu, pochodzenia itp.
    10. Rozpatruje problemy w sposób obiektywny, realistyczny i tolerancyjny.

    „Pamiętaj o tym, że kiedy dzieci się uczą, to zawsze reakcje poznawcze i emocjonalne zachodzą w tym samym czasie”

    „Jeśli zaś doniosłość emocjonalnego rozwoju dziecka równa jest doniosłości jego rozwoju poznawczego, lub nawet ją przewyższa, to w konkretnych zadaniach z zakresu uczenia się należy się koncentrować nie tylko na przyswajanych treściach, lecz także na warunkach emocjonalnych, w jakich mają być one przyswajane.”

    „Sposób , w jaki naucza się danego przedmiotu, może być ważniejszy nawet od tego, czego się naucza.”

    To by było dziś na tyle. 🙂

    #196

    bratek
    Participant

    „Sposób , w jaki naucza się danego przedmiotu, może być ważniejszy nawet od tego, czego się naucza.”

    Wiesz…ja myślę, że to szczególnie aktualne nie tylko w kontekście szkoły specjalnej, ale nawet bardziej: masowej.
    Ja z przerażeniem patrzę na to co dzieje się z nauczaniem w szkole mojego Syna.
    Zadałam mu ostatnio pytanie: „Które lekcje są najciekawsze u niego w szkole”. Długo myślał. W końcu znalazł angielski dodatkowy (czyli z prywatnej szkoły opłacany po lekcjach).
    Mój Syn, który może i leniwy, może i niestaranny, ale jednak nieodrodnie MÓJ. Z duszą pasjonata, badacza. Z niezłymi zadatkami na erudytę. Z wiedzą może i parcjalną, ale w wielu dziedzinach wyraźnie, hm… dużą. Przez żadnego z nauczycieli nie został pociągnięty w jakimś określonym kierunku.
    Nie umiem temu przeciwdziałać.
    Znaczy ogólnie: myślę, że jakoś tam umiem przeciwdziałać bylejakości w szkołach. Przynajmniej wtedy gdy nauczyciele trafiają do mnie na szkolenie. Myślę, że trochę umiem ich zarażać entuzjazmem. Ale w kontekście szkoły własnego dziecka: przyznaję,że wszystkie pomysły wydają się mieć swoje wady.
    Oczywiście: poradzę sobie. Ale ilu rodziców sobie nie poradzi? A ilu w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że z czymś takim radzić sobie w ogóle powinno?
    W kółko o tych tematach myślę.
    Chyba dobrze to o mnie nie świadczy, bo jakoś nie umiem rozwiązań wymyślić…
    Masz jakiś pomysł? By sprawiać w wersji makro, żeby z entuzjazmem uczyć?

    #198
    jacol
    jacol
    Participant

    Myślę, że trochę umiem ich zarażać entuzjazmem.
    Umiesz to rozwinąć? Tu jest klucz!

    #199

    bratek
    Participant

    Może i mogę….
    W kontekście tych, których uczę (specjalnych znaczy) jest tak, że oni na ogół w chwili przyjścia na kurs WIEDZĄ, że NIEDASIĘ. Że uczniowie trudni, że zmiany graniczą z cudem, że rodzice roszczeniowi, że praca ciężka, że płaca marna.
    Ja pokazuję, że efekt może być szybki, zmiana zawsze możliwa, z Rodzicami można współdziałać radośnie (i nawet napić się z nimi szampana albo i czegoś innego pysznego), że szukamy terapeutów, i że po 20 latach może się człowiekowi chcieć. A potem uczę ich jak to zrobić.
    Najpierw nie wierzą. Potem się kłócą. Potem mają przebłyski nadziei. Potem próbują.
    Tak czasem zaczyna się zmiana.

    Od słów DA SIĘ!
    Wielu z nich mi mówiło, potem, już z perspektywy czasu, że to „DASIĘ”, stanowiło dla nich początek nowego.
    Szacuję, że udaje się ta sztuka (w sensie trwałego efektu) u jakiś 15% kursantów. Czyli u jakiś 150 osób rocznie. To chyba przyzwoity wynik? :))

    Niestety w szkołach masowych ten wynik spada na łeb na szyję i sięga zera.
    Myślę o tym w kółko. I wkurzam się w kółko:(

    #203
    jacol
    jacol
    Participant

    Ha,
    odpowiadasz jak behawiorystka. 😉
    Ale co się dziwić!
    Motywację nauczycieli umieszczasz w celu. Uważasz, że motywujący jest efekt.
    Efektem będzie polepszenie się UCZNIOWI. Nauczyciel zaś będzie miał więcej ciężkiej roboty. Dla większości to KARA. Dla mnie ciężka harówa, a śmietankę spije UCZEŃ?
    Interes ucznia musiałby stać się interesem NAUCZYCIELA. Sukces ucznia, sukcesem nauczyciela. Do tego potrzebna jest chyba więź. Jak zbudować więź pomiędzy uczniem a nauczycielem?

    #207

    bratek
    Participant

    hm… a spodziewałeś się, że odpowiem jak… (tfu!) psychodynamiczna?!

    Interes ucznia jest interesem nauczyciela:))
    np. spokojny uczeń= nieposiniaczony nauczyciel.
    Proste dość równanie… Tak mi się przynajmniej wydaje.

    Nie uważasz, ze pracować, wiedząc, że ta praca nic nie daje, to dość frustrujące zajęcie?

    Znam wielu ludzi w branży, którzy wiedzą, że cokolwiek zrobią nic to nie da.
    To smutni ludzie.

    Nie wiem czy wiesz, ale chyba wiesz, bo tłucze mi się po świadomości, że już kiedyś, w innej lokalizacji, o tym pisaliśmy… Że behawioryści to jedyna grupa zawodowa opisana w literaturze przedmiotu, która pracuje z ludźmi i nie podlega zespołowi wypalania się sił. Przeciwnie: im więcej pracujemy tym bardziej nam się chce:)) I tak to wygląda zarówno w życiu i w badaniach. Pamiętasz zmienne, które to warunkują?

    #211
    jacol
    jacol
    Participant

    Interes ucznia jest interesem nauczyciela:))
    np. spokojny uczeń= nieposiniaczony nauczyciel.
    To dość skrajny przykład, ale ile się trzeba narobić. lepiej już czasem dać się posiniaczyć. I jest jeszcze inny problem: aby uczeń był spokojny, trzeba pracować z poziomu zespołu a nie pojedynczego nauczyciela.

    Że behawioryści to jedyna grupa zawodowa opisana w literaturze przedmiotu, która pracuje z ludźmi i nie podlega zespołowi wypalania się sił. Przeciwnie: im więcej pracujemy tym bardziej nam się chce:)) I tak to wygląda zarówno w życiu i w badaniach. Pamiętasz zmienne, które to warunkują?

    Nie pamiętam takiej naszej prozowy. Co do zmiennej, to poszukiwałbym w dzieciństwie kandydatów na behawiorystów. 🙂

    #212

    bratek
    Participant

    Co do zmiennej, to poszukiwałbym w dzieciństwie kandydatów na behawiorystów

    Wtopa Jacku!
    Zmienne są trzy:
    1) osiągamy efekty, a efekty mają właściwości wzmacniające dla nauczyciela. To po prostu strasznie fajne- wiesz?- jak jedziesz do pracy i myślisz sobie „rany! pękłabym z dumy gdyby udało mi się A”. A wychodzisz po robocie ze świadomością, że udało się A, B. C, D, i kawałek E:))
    2) pracujemy zespołowo– i tu chyba nie muszę rozwijać:))
    3) wiemy, że się da czyli wiemy, że uczeń podlega uniwersalnym prawom uczenia, które działają zawsze. Czyli jeśli u niego nie ma efektu, to znaczy, że po prostu musimy spróbować innej techniki. To dlatego mawiamy, że „gdy uczeń nie robi postępów, to zawsze jest to wina terapeuty”. Jak się domyślasz…. wielu nas za to nie kocha:))

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lata, 6 miesiące temu przez  bratek.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.