Przypomnij hasło | Rejestracja

Forum Dyrektywność, która nie niszczy poczucia własnej wartości.

Dyrektywność, która nie niszczy poczucia własnej wartości.

  • Autor
    Wpisy
  • #306
    jacol
    jacol
    Participant

    Od bardzo dawna jestem przekonany do twierdzenia, że prawidłowa terapia dzieci z niepełnosprawnościami (i szerzej prawidłowe wychowanie dzieci), powinna po części być prowadzona po częściw sposób dyrektywny, a po części niedyrektywny.
    (Bardzo skrótowo: dyrektywność związana jest z wydawaniem poleceń i ocenianiem dzieci (czyli przede wszystkim z chwaleniem! ) tudzież z odpytywaniem. W terapii niedyrektywnej tego nie ma).

    Oznacza to, że dziecko/uczeń powinien mieć doświadczenie relacji z dorosłym bez dominacji (niedyrektywność) jak i dominacji ze strony dorosłego.

    W pracy dyrektywnej to nauczyciel-terapeuta wie co jest dla dziecka dobre (Np: dobre jest jak nauczysz się samodzielnie ubierać – chcesz czy nie!), zaś w niedyrektywnej to samo dziecko wie co jest dla niego dobre i czego chce się nauczyć – nauczyciel zaś ma zadanie stworzyć ku temu warunki. Sorry, za ogólniki, ale nie chcę tu opisywać na czym praktycznie polegają oba podejścia)

    Dyrektywność do całkiem niedawna kojarzyła mi się z terapią behawioralną. Jeżeli myślałem o pracy dyrektywnej, to utożsamiałem ją z podstawowymi cechami myślenia behawioralnego, a zwłaszcza ze wzmocnieniami. Behawioryzm stoi na warunkowaniu instrumentalnym – prawdopodobieństwo wystąpienia uczonej czynności wzrasta, jeśli skojarzymy tę czynność z nagrodą. Za prawidłowe wykonanie zadania należy się jakaś nagroda (chociażby pochwała albo „6”). Co jest, a co nie jest nagrodą to ważne pytanie, ale zostawię je tu na boku.

    Podejście behawioralne ma wg mnie jedną kolosalną wadę – niszczy poczucie własnej wartości uczniów. Poczucie własnej wartości przejawia się w tym, że w sytuacjach w których nam coś nie wychodzi w życiu (np. nie udaje nam się nauczyć grać na gitarze, choć wszyscy wokół świetnie grają lub nie mamy zdolności do języków, choć wszyscy świetnie gadają po angielsku) dość łatwo, bez dużego wewnętrznego cierpienia, potrafimy sobie znaleźć w sobie siłę do zrezygnowania z nauki gry na gitarze lub nauki języka obcego, na rzecz innej aktywności. (Widocznie gra na gitarze i angielski jest nie dla mnie). Brak poczucia własnej wartości sprawia, że każdą porażkę, zwłaszcza jeśli widzą ją inni – odczuwamy bardzo boleśnie.
    Zależność od oceny innych czyni nas niesamodzielnymi emocjonalnie. Czujemy się bardzo mali, jeśli ciągle zmuszani jesteśmy, aby tańczyć, tak jak grają nam inni. Im terapia behawioralna jest bardziej skuteczna, tym bardziej obniża poczucie własnej wartości. Im prowadzona jest przez milsze i sympatyczniejsze (bardziej wpływowe) osoby, tym trudniej nam zachować niezależność zachowań i uczuć.

    Czy możliwa jest zatem dyrektywność, która nie niszczy poczucia własnej wartości?
    Moim zdaniem tak!
    Taka dyrektywność ma pewnie kilka cech (cały czas się nad tym zastanawiam), ale najważniejszą jest zrozumienie, że dominacja, która jest immanentną cechą dyrektywności, powinna wynikać nie tyle z manipulowania nagrodami, ile z jasnego formowania swoich oczekiwań wobec dziecka.
    Manipulowanie wzmocnieniami jest, jak sądzę, poniżające dla osoby wobec której je stosujemy, zaś jasne formułowanie swoich oczekiwań nie!
    „Dostaniesz cukierka jak posprzątasz pokój” – takie podejście niszczy poczucie wartości!
    „Chcę abyś posprzątał swój pokój!” – to podejście nie niszczy poczucia wartości. Za posprzątanie pokoju nie będzie nagrody. Za nieposprzątanie – nie będzie kary!

    I to zadziała? Dziecko zrobi coś co chce dorosły, tylko dlatego, ze on tego chce? Bez pochwały? Bez cukierka?
    Dokładnie tak! Wystarczy jasne OSOBISTE formułowanie oczekiwań. Konsekwencje takie, lub siakie nie są potrzebne! W większości przypadków dzieci zrealizują prośbę dorosłego, którego znają i są w emocjonalnej relacji.

    Co zrobić jak dziecko odmówi? Zainteresować się czemu odmówiło i nadal jasno osobiście formułować nasze oczekiwanie.

    Tak naprawdę dzieci genetycznie zaprogramowane są do współpracy z dorosłymi. Nie słuchają ich najczęściej dlatego, gdyż polecenia do nich kierowane nie mają charakteru osobistego. Nauczyciele lub rodzice bardzo, bardzo rzadko zwracają się do dzieci osobiście formując polecenia. Bardzo rzadko używają słów „chcę” lub „nie chcę” abyś coś zrobił w rozmowach z dziećmi.

    To tak na szybko moje myśli… Choć to wszystko jest bardziej skomplikowane… Jeżeli temat kogoś zainteresuje – bardzo chętnie porozmawiam!

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.